Dystansu...





::księga gości::

2012
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
Notka po przerwie
Ok, trochę się z blogiem zapomniałem, ale "nic to" cytując klasyka.
Jedna sprawa dość ważna. Po trzech tygodniach prowadzenia lekcji mogę powiedzieć jedno. To co my robiliśmy w gimnazjum niepokojąco przypomina mi to co robią na lekcjach 7 latki, które uczę. Ten sam poziom pomysłowości , żartów i oderwania od wszechświata. Dla przykładu jeden z dzieciaków biegał w czasie przerwy z zamkniętymi oczyma i wpadał na wszystko i wszystkich. Spytałem się go dlaczego tak robi, a on na to że tylko ak biega się fajnie... Jako niedoszły socjolog postanowiłem zagadnienie zbadać raczej dogłebnie i w te pępy ślepe się rzuciłem. Po jakiejś minucie uznałem że jednak nie jest "to". Zagadałem więc dzieciaka mówiąc że raczej nie sensowne a dziwne jest to całe bieganie, na co on wypalił "dziwna to jest ta druga planeta" i pobiegł dalej. Pierwsze co pomyślałem(ok nie pierwsze ale w czołówce peletonu) było Czyżyk i Kali gotują zupę, albo Czyżyk bignący z okrzykiem cytującym klasyka "Moj ci on", albo "Jezus się zachłystus..."
I tak na prawdę to myślę, że to praca będzie miała sens jeśli oni(te dzieciaki w sensie) będą wracały do swoich wspomnień z taką przyjemnością jak my wracamy do swoich.
Buziaki z Gwate i specjalny jeden dla Kalego w trąbkę za wsparcie na lewej narcie.
beli-kali 2012-04-30 21:24:55
skomentuj (4)
Notka z kacem
No dobra, Kali chce, więc Kali dostaje...
Wczroaj w nocy dokonałem najbardziej imponującego wjazdu na imprezę w historii(chyba światowej, ale muszę jeszcze sprawdzić).
Ja i 4 koleżanki idziemy na imprezę, gdzie podobno jest open-bar cuda nie widy itp. Jak byliśmy, zdawało się że u celu zaczął padać deszcz jak ten przysłowiowy skurwiel. A koleżanka, która nas prowadziła uznała że to kompletnie nie tu a raczej gdzieś w nieokraślonym "tam" impreza się odbywa.
Aby podsumować wstęp- ja, koleżanki, deszcz, brak imprezy
Rozwinięcie
I właśnie w tym deszczu dostrzegliśmy samochód policji. Dwie koleżanki, podbiegły do auta jak te łanie na rykowisku i pytają się policji gdzie ten klub legendarny i impreza niezgorsza się mieści-odbywa. Policjanici że nie wiedzą, nikt ich nie zaprosił i tak w ogóle to oni są na służbie.
Chwała wyżom i niżom atmosferycznym ponieważ deszcz, które spowodowały znacznie uwidocznił argumenty perswazyjne koleżanek, wobec których policjanici byli skazani na kapitulację. Uznali że czemu nie i tak oto w 5 osób na tylnim siedzeniu(nie wiem ile przepisów złamaliśmy) zaczęliśmy toczyć się z policją. Jeden z wyżej wymienionych funkcjonariuszy przez radio pyta się gdzie jest klub swoich kolegów po fachu. A oni że tam, a nie tu.
Zakończenie
A historia kończy się tak, że na sygnale zajeżdżamy przed klub, kierowca- policjant wybiega z samochodu i otwiera dzwi do auta, z którego z jakim wdziękiem wychodzę ja i 4 mokre(hihihi) koleżanki. Pasterze klękają, bydlęta śpiewają, cuda cuda itp.
A wniosek  tej histori prosty i oczywisty, nie ma drugiej tak potężnej siły we wszechświecie jak cycki...
Buźiak w pępucho dla każdego z was czytających misiaki
beli-kali 2012-04-13 17:39:16
skomentuj (6)
notka pod palmą pisana
Hola!
Zacznę od tego że to nie Kali, a Miki. I że to Mikiego wina że to czytacie(albo i wasza). Dziś nie napiszę o niczym konkretnym- co często mi się zdarza. Będzie to notka programowa, tak właśnie tak!
W moich gościnnych występach będę pisał o: tym jak się żyje w Gwatemali, jak się tęskini za Warszawą, realcjach damsko-męsko-hromosonowych, tym co mnie wkurwia i oczywiście wyższości Polonii nad jakąkolwiek inną formą bytu sportowego.
W sumie mało miejsca mi to zajęło więc oto mije pierwsze może ciekawsze przemyślenie(fanfary)

W czasie semana santa, mieszkańcy Antiguy(zawsze strzelam odmieniając ten wyraz), masowo wypływają na ulice. Na rzeczonych ulicach, zamkniętych przed ruchem samochodowym zaczynają układać, usypywać a tak na prawdę malować kompletnie zajebiste mozajki. Tylko po to by za parę godzin mogła po nich przejść ogromna kościelna procesja i zamienić je w raczej nędzne pozostałości po plaży czy pustyni(ewentualnie budowie jeśli twoją wyobraźnia jest bardziej urbanistyczna). Zmierzam do tego, że robić mozajkę można na dwa sposoby- z szablonów i jak komu serducho czy łeb podpowiada. Na głównych ulicach oczywiście królują szablony, takie ładne cyknę zdjęcie i gitara.

Moje pytanie jest takie, kiedy to wyobraźnia stała się jedynie alternatywą dla produktu? Albo jeszcze szerzej czemu z bycia jak mi się wydaję pomostem pomiędzy światem duchowym a materialnym jest w ogóle jakąś alternatywą?

Już się zbytnio rozpisałem więc, skoczę do swoich wniosków a Wy, jeśli dotrwaliście, skoczcie do swoich.

Może musimy przeczytać jeszcze raz „Paragraf 22” żeby stwierdzic że czasem wszystkie wyobrażenia o życiu, niezależnie od ich oderwania od „norm”, są prawdziwe. A wszystkie schematy tak wybielają nasz świat że staje się on logicznym absurdem. Więc skończę mocnym apelem z tej lubiącej rewolucję strony świata. Pierdolmy schematy, uwolnijmy wyobraźnię i niech moc Szatana Serduszko będzie z Wami....


beli-kali 2012-04-08 17:22:31
skomentuj (6)
Cichy marzec

Ta notka bedzie miala charakter stricte dziennikowy z racji totalnego braku wydarzen badz przemyslen wartych specjalnego odnotowania, pozostawiam sam sobie wspomnienie na przyszle lata tego, jak spedzalem czas w wieku lat 20.

Odnotowałem:

- 2 wizyty w teatrze. "Bracia Karamazow" jako absolutny, wstrząjacy spektakl, który wolałbym raczej oglądać w 15-minutowych odcinkach, by dokładnie przeanalizować jego piękno i głębię przekazu. "Dzienniki" Gombrowicza. Lektura ponoć trudna, tutaj podane w formie dosyć delikatnej w takim razie. Kilka wartych zapamiętania myśli, szczególnie tego czym jest istota patriotyzmu i dlaczego należy zwyczajnie być sobą.

- 3 książki. "Opętani" Gombrowicza- sam mówił, że chciał napisać byle co, książke nieprzeciętnie słabą i w istocie dokonuje tego w ogólnym rozrachunku. Co jednak nadaje smaku powieści, to niesamowicie plastyczny świat wykreowany przez autora oraz język, jakim go opisuje. "Dzienniki Gwiazdowe" Lema jako strawa do przeanalizowania w przyszłości jeszcze po wielokroć. Kilkanaście rozdziałów proroczych, filozoficznych, traktujących o etyce, technologii i sensie zachowań ludzkich. Doskonała. "Jeszcze krótsza historia czasu" Stevena Hawkinga, bo, nie owijając w bawełnę, "Krótka historia czasu" wymagała czytania każdej strony wielokrotnie, by i tak w następnym rozdziale nie pamiętać, o co chodziło. Tutaj wszystko jest klarowne i diablo ciekawe.

- Niezliczona ilość imprez: impreza sgh, spotkanie i wizyta u Karoliny od Dominika, spotkanie z chłopakami z okazji wyjazdu Mikołaja do Gwatemali i sporo innych, o których nie pamiętam.

Także tak, pozdrawiam.


beli-kali 2012-03-29 23:26:33
skomentuj (6)
Z oczow mnie bol nachodzi

To od tych czcionek, kompiuterow, telefonow, ekranow przeroznych! Ledwo siedze po tych godzinach wgapiania sie w przestrzen metr przed soba jak czlowiek z zaburzeniem wzroku, albo szaleniec. Te wszystkie lata, niby to ucywilizowane, od szanownych zakonnikow i skrybow, po maszyny liczace, co doprowadzily do tej manii czytania, jakby czlowiek nie mogl juz wypoczac przez chwila, przycupnac pod lipa, tylko nawet przyjemnosc wlasna obieral na te intymna bliskosc z wszelkiej masci przedmiotami. A zeby tak zamienic chwile zblizenia z komputerem na przyjemnosci z dama u boku, swiat bylby lepszy! 

Ale coz to, miast z dzida na mamuta, siedze w moim pieknie urzadzonym pokoiku, moim palacyku, domku dla lalek, a moze tutaj wiecej zieleni, a moze tam szczypte czego? I zbaranialem w tym swiecie, juz widze po sobie, ze mi odbilo, chocby z tym pokoikiem, ze zamiast dzialac wiecej, albo odpoczac wiecej, to ja sie pierdolami zajmuje i tapete zmieniam w komputerze. A zebym tak przygode przezyl, na wakacje szalenca pojechal, to ja do hotelu, na basen, open bar poprosze, szkoda, ze jeszcze opaslego cielska sobie nie wyhodowalem do zestawu, to juz bylbym sam jeden wielki all inclusive. I cale to spoleczenstwo tego facebooka, na ktorym kazdy post to jak pieknie perfumowane pierdniecie, tak wysublimowane jak to tylko mozliwe. A ze w istocie to gowno prawda i sciema, i kaszana, i w ogole zalosne i jakies takie mamiace, jakby ludzie przez dym rozmawiali, steknieciami jakimis zachwytu czy to wzgardy jakiejs takiej nic nie wartej. Bo kto to widzial, obrazki ustawiac sobie jeden po drugim, a w jednym z obrazkow to mam nawet wszystkich znajomych. I moge sobie wybrac, ktoremu wysle zestaw czcionek, ktory niby to moje mysli ilustruje, haha, dobre to- klamstwo kolejne. I wszyscy ci znajomi sa codziennie dostepni w internecie, kazdy siedzi wygodnie na pupci w swoim miniaturowym zameczku, a ja z nimi, idiota, cymbal, debil. Bo cala te obrzydliwosc i ja uosabiam, na dowod czego klasyk specjalnie dla mojej kochanej widowni odgrzebuje:


beli-kali 2012-02-23 00:09:43
skomentuj (1)
moi pesymistyczny idole

Najlepsza w liniowej sciezce zycia jest jej liniowosc. Bez niej wszyscy juz dawno porzucilibysmy zwierzecosc na rzecz nihilistycznych przekonan, bo przeciez w zyciu piekne sa tylko chwile. Z wielkim szacunkiem odnosze sie do cholernych ksiazkowych medrcow gloszacych zawsze aktualna madrosc, by przystanac i zastanowic sie, bo wyniki- choc zwykle malo pocieszajace, rzucaja pelne swiatlo na obrazy utajnione przez codziennosc i tej codziennosci nadswietlny ped. Lubie autorow gloszacych teorie bez falszu i hipokryzji, nie doszukujacych sie wszedzie piekna i dobra- jest ich malo, dlatego sa takie cudowne.

Wezmy na przyklad ksiazke Anthony'ego de Mello, ktora polecila mi Dorota. Autor twierdzi, ze ludzie sa totalnymi dupkami, egoistami, a kiedy trzeba- egotami. Kazde dobro, jakie uczynimy to inwestycja, a totalny brak bezinteresownosci to smutna i okrutna prawda. Ta inwestycja moze miec ukryte zyski, np. na pierwszy rzut oka wspanialomyslna pomoc potrzebujacemu to tylko zaspokojenie wewnetrznej potrzeby poczucia wlasnej dobroci. Nawet jesli jest to dzialanie nieswiadome, tj. potrzeba ta kryje sie gleboko pod powierzchnia przytomnej wiedzy o samym sobie. Niewygodna dla ludzkiej wrazliwosci prawda, od dziecinstwa przedstawiana w innych kolorach, jest tym gorsza, iz ciezko ja podwazyc. 

Drugim okrutnym demotywatorem, jaki spotkalem na mojej drodze, jest ksiazka autorstwa Osho pt."Hsin Hsin Ming". Po lekturze kilku wlasciwie akapitow mozna rozchorowac sie na totalny brak checi do dzialania. Pomijam ascetyczne nawolywania autora "Wielkiej Drogi" do nieustannego oczyszczania umyslu, bo totalnie mnie do tego nie zachecil, na dobra sprawe sugerowana przez niego sciezka nie rozni sie niczym od wegetacji. Czym natomiast trafil w cholerne sedno, to to, iz nie warto wszystkiego oceniac- wokol nas panuje balans, nie wart naszego zaangazowania, naszej walki, krwi, potu, lez. Nagroda czekajaca na koncu sciezki przyziemnej  wiedzy jest zadna- jakkolwiek dlugo i powaznie zastanawiali sie na najbardziej istotnymi kwestiami nurtujacymi ludzkie umysly, nie potrafili znalezc satysfakcjonujacych i niepodwazalnie prawdziwych wnioskow. Dlatego Osho sugeruje podazanie madroscia Sosana i swoisty chillout. Nawet majac w garsci caly materialny swiat, nie rozumie sie sensu istnienia samego siebie, wiec po co ten swiat tak mocno zdobywac? 

Te dwie ksiazki zjezyly wlos na mej glowie, bo ich autorzy maksymalnie gleboko wgryzli sie w prawde obnazajac ja w calej okazalosci. Nie moge powiedziec, ze je polecam. Z perspektywy czasu oceniam wartosc tych dwoch nieprzesadnie dlugich tekstow na ekwiwalentna skoku na bungee- mozna sie go bac, ale tenze skok uczy czlowieka wiele o samym sobie.


beli-kali 2012-01-01 21:51:48
skomentuj (1)
pojebana jesien

W wakacje codziennie rano zastanawiam sie, jak, do jasnej cholery, zyje sie w roku akademickim? Wstawac rano, wkladac w pospiechu kaftan bezpieczenstwa i napierdalac glowa o sciany w metrze? Otoz odpowiadam sobie: to jest jedno wielkie przetrwanie. 9 z 12 miesiecy w roku jest sie w snie zimowym, przelotnie uchwytujac jakis piekny widok na ten przyklad zagietych ku ziemi drzew w miejscu, gdzie nie ma wiatru. 

Ostatnio zwolnilem. Zaczalem zauwazac, polubilem byc gdzies za wczesnie zamiast przy maszynie liczacej i dac czasowi plynac. Powoli. Leniwie. Ze mna. Zebysmy polenili sie troche. Chce zaczac kosztowac zycia, a nie wyrywac z niego wariackie kesy. Zebym zobaczyl to, co niewidzialne. To, nad czym ktos staral sie z calej sily, zeby calosc byla piekna. Zwykle detal jest znacznie cudowniejszy od calosci.

Teraz, jesienia, jestem zywym trupem. Defibryluje sie literatura, sztuka, muzyka. Wlasciwie bardziej narkotyzuje sie tymi smakolykami, strzepkami miejsc i nastrojow. 

Nie pamietam, co mialem jeszcze powiedziec. Siadajac by cos napisac, mam glowe pelna mysli, a potem wiekszosc uwazam za self-explanatory albo niepotrzebne w jakikolwiek inny sposob i z tego rezygnuje. W takim razie mam malo do powiedzenia. Jest 10 listopada. Jestem wciaz ten sam, wciaz nie widze przed soba niczego wielkiego, bo niczego wielkiego nie bedzie. Bo nic by nie bylo. Chociaz, moze tak mowie, bo znowu nie ogladam slonca? A jak bylo, to siedzialem w restauracji albo piwnicy? Mialem 10 dni slonca w tym roku, podczas ktorych nie moglem odpoczac. Moge sie do niego modlic, do tych wybuchow termojadrowych, przelewajacej sie plazmy, i moich wielkich kreatorow, gwiezdnego pylu i Slonca wlasnie. Czemu nie? Inni bogowie uksztaltowali moja moralnosc, ale co stworzylo moja fizycznosc, jesli nie te dwa? Zreszta, moje zasady etyki tez wygrzewaja sie w swietle slonca. Sa uglaskane i na miejscu, gdy je ogladaja.

A przeciez zawsze tak kochalem jesien. Ta teraz jest stosunkowo piekna, jednak za malo pochmurna. Za malo niepokoju, elektrycznego powietrza, niepokoju. Za to kolory drzew... Przez jeden dzien kolory wszystkich drzew kazaly mi zapuscic obok nich korzenie i stac z nimi po kres swiata, wypuszczajac piekne czerwone liscie. Teraz juz tego nie ma. Przez prawie pol roku wszystko bedzie gole, idealne, zeby ktos namalowal obraz tak zimny, ze przy nim nie potrzebna bylaby klimatyzacja. Tym kim nie bede ja. Mam zbyt szeroki kat widzenia zeby cokolwiek zmiescic w jednym miejscu, a szkoda. Byloby super.


beli-kali 2011-11-10 20:33:31
skomentuj (2)
la musica de la noche

Ciezko uwierzyc, ze jestem wciaz tak do bolu szczesliwy, zatopiony w romantycznej milosci od tylu lat. W srodku az caly gotuje sie od goracych uczuc, wspomnien, zapachow... Unosze sie wrecz, nad ziemia lewituje czasem gdy zamkne oczy i pomysle o tym wszystkim, jak bardzo uspokoila mnie milosc, a zarazem do jakiego stopnia rozbujala ma dziecieca przeciez jeszcze niedawno mentalnosc. 

To wszystko jest bardzo osobiste i ciesze sie, ze moge to tutaj napisac, dla swiata, ktory nigdy tego nie przeczyta. To jakbym wykrzyczal to przez okno podczas burzy z piorunami, bo az mi dusze rozdziera milosc ta cala, wstrzasa mna i niemal przerasta, odurza mnie, narkotyzuje i, przede wszystkim, absolutnie zachwyca.

Caluje ziemie, po ktorej chodzisz, Dorotko, cudny kwiecie pelny milosci.


beli-kali 2011-10-01 03:36:51
skomentuj (4)
w co ja sie wpakowalem.


Nie wiem jakim prawem osmielam sie umieszczac dzielo rosyjskich animatorow tutaj, niech bedzie mi przebaczone. Mr Freeman mieli w wielu epizodach temat zachlannosci, wartosci i sensu zycia by dojsc do jednego wniosku: wszyscy sa w bledzie. Nie podaje on gotowej recepty, jednakze blyskotliwie wytyka nam nasze bledy, nasza beznadzieje i, przede wszystkim- hipokryzje. Na dobra sprawe czasem nie wiadomo, co zrobic z jego przekazem. W jednym z odcinkow skraca on moje codzienne zycie do: "żreć, srać, rżeć", bez uwzgledniania jakichkolwiek wyzszych wartosci i tutaj pauza. Zostawmy zrzedliwego mr Freemana.

Co z wyzszymi wartosciami, ktore to?

To te, ktore daja szczescie? To te, ktore napedzaja ludzkosc? Czy te, ktore pozwalaja jej przetrwac? Ze niby milosc, rownosc, braterstwo, wolnosc... A jesli ktos kocha pieniadze? Jesli jest na tyle krzywy, ze naprawde najbardziej lubi je same? To czy one sa dla niego najwyzsza wartoscia? I czemu w moich rekach kazdy podgrzewany temat topi sie jak plastelina, opadajac na ziemie kroplami relatywizmu, bezsensu i nihilizmu? Urodzilem sie bez przekonan i kiedy umre, beda one wynikiem mojej bardzo ciezkiej, bezsensownej pracy. Chyba, ze uwierze. Tak jak ludzie wierza w pewnego rodzaju magie, ale wierza w nia sercem, a nie- jak ja- rozumem. Jak to bedzie...?


beli-kali 2011-09-04 01:53:40
skomentuj (2)
fizjologia walki

Kiedy widze i oceniam przeciwnika, staje sie ciezki. Do mojej krwi naplywa olow zacieklosci. Czegokolwiek nie widzialbym w jego oczach, jest moj, jest na talerzu. Czuje zapach jego checi poddania sie naplywajacy z bliskiej przyszlosci. Przez moje zmysly przeplywa czysty realistyczny obraz, bez najmniejszego znieksztalcenia. Kazdy moj plan naznaczony jest niemadra pewnoscia siebie, ciekawoscia wrecz jego reakcji na niespodziewane.

Co za glupiec.

Kiedy juz uderze, lubie trafic. Uwielbiam grymas bolu, kiedy rozbrajam go tak, ze nawet gdyby chcial, juz nie bedzie w pelni sil. Kocham niepokoj w oczach i defensywny charakter gestow. Wtedy kocham zwierzeca hierarchicznosc, choc moje gabaryty chcialyby umiescic mnie na koncu stada. Kiedy on trafi, och, boli. Paralizuje. Co teraz? Gdzie? Leci, znowu!! Wytrzymam. Uderzajac w koncu, robie sobie miejsce z powrotem na arenie. Chociaz czuje swidrujace, klujace albo mdle fale w miesniu, angazuje kazde sciegno do eksterminacji. Nie jestem juz ciezki od woli walki. Lekki i przebiegly, juz nie chce go meczyc. Chce to skonczyc. Wewnatrz mnie tysiac igiel blaga o powietrze. Kark juz nie moze utrzymac gardy. Kto wygra? Unosilem sie na boskich skrzydlach, a bije piesciami pelnymi tkanek i stwardnien. Wymieniamy sie informacjami, kopiac, tlukac, broniac, zaslaniajac sie. W koncu jest mi niedobrze, mdli mnie, kiedy to sie skonczy? Teraz to ja nie chce sie bic? Przelamujac sie na nowo, krzesam resztki iskier do mojego morderczego kaganka. Na przekor sobie, wyprowadzam kopniecia skladajace w pol tego drugiego.

Jest taki sam jak ja.

Tym razem bylem lepszy. Nastepny raz moze byc inny. Jestem genialny tylko przez chwile. Potem musze zaczac sie poprawiac.


beli-kali 2011-07-24 04:34:02
skomentuj (1)
smierc, szatan i zniszczenie- nihilizmu i bezsensu spod moich mlodych rak ciag dalszy

Dzis moze cos o mezczyznie i kobiecie czyli kolejnym przyczynku dla nieublagalnego upadku ludzkosci. 

Po pierwsze- biedni, biedni ludzie. Wyewoluowali. Mamy z tego powodu same problemy. Chociazby wezmy zwierzeca milosc- kopulacja, wychowanie dzieci wspolne albo nie i to tyle. Im wiekszy mozg, tym bardziej skomplikowane stado. Homo sapiens po 2000 lat od powieszenia na krzyzu jednego z milionow skazancow powieszonych na krzyzu wpadl na pomysl zwiazku partnerskiego. Na genialne pomysly generalizowania wszytkich kobiet i mezczyzn do jednego mianownika, rozniacego sie ubiorem, przekrojem sokow fizjologicznych i w sumie to tyle. Bez jakiegokolwiek poszanowania i zrozumienia dla totalnej roznorodnosci miedzy nami nasza cywilizacja wciska nam kit przymusowego malzenstwa, powiekszania nuklearnej komorki spolecznej sukcesywnie do 2-3 dzieci i pozycia miedzy nami jakbysmy mieli w ogole jakiekolwiek wspolne oczekiwania. Łase na czcze obietnice dziewczynki od malego nasycone ksiezniczkami Sissi i malymi syrenkami przez okres kwitniecia placza zamkniete w pokojach, gdyz nie maja sukienek ksiezniczki Sissi, wlosow Arielki ani chlopaka cechami podobnego komus z top 100 najwiekszych przystojniakow jakiegos magazynu. Chlopcy natomiast dorastaja w duchu udawanej (a bardzo im potrzebnej) brutalnosci grajac na komputerze i w pilke nozna by na starosc zrezygnowac z testosteronu hodujac wielki nabrzmialy guz napompowany pasteryzowana mieszanka chmielu i wody. W wieku okolo 25 lat ich kompletnie rozne drogi spotykaja sie, bo nadszedl cywilizacyjny okres rui i okazuje sie, ze totalnie sie nie rozumieja. Naprawde, nijak. Faceci musza zrezgynowac z traktowania kobiety przedmiotowo i mowienia politycznie niepoprawnie 'fajna dupa' kolegom o kazdej mijanej dziewczynie w towarzystwie kumpli. Kobiety natomiast witaja gary, zrzedzenie i powoli zegnaja sie z ksiezniczkowymi marzeniami. Moze tam posluchaja jakiegos 'miasta kobiet' albo dostana zalosny i bezsensowny parytet przy korycie, ale to nic nie zmieni. I tak mijamy sie od wczesnego dziecinstwa zszokowani przeciwna plcia przez caly okres zycia.

A mogloby byc tak pieknie. Chcialbym od malego uczyc sie dlaczego mam byc z dziewczynka i jak ja wspierac. I chcialbym zeby ona tez wiedziala co mi chodzi po glowie i dlaczego. Chcialbym zeby seks nie byl tabu. Zeby ludzkosc i wszystko, co ludzkie nie bylo obfajdane savoire-vivre'em, zebysmy tworzyli jednosc, bo jestesmy przeciez dla siebie stworzeni. Zeby te bariery byly koszmarem minionej epoki. Ale tak sie nie stanie. Parcie do przodu, technologiczne, cywilizacyjne, polityczne, wojenne, smierc i zaraza- to wszytko sprawia, ze nie mamy czasu na takie rzeczy jesli do tej pory cywilizacja ich nie zauwazyla.


beli-kali 2011-06-03 21:12:35
skomentuj (1)
it's ok to realise it's all just a dream

.swf"

 

A wiec jestes wazny. Masz garnitur, masz swetr, masz ramu piecset. Twoi przodkowie to szlachcice? Arystokracja wrecz?! To ja klaniam sie nisko... Panie, moze jest cos, co zrobic dla pana moge? Pani Ewuniu? Panie Adamie? To z Was przeciez powstalem. Jak moge Wam dziekowac za to, ze jestem tak wazny? Ze jestem TYM plemnikiem? 

Bo bylbym sam z siebie wdzieczny. Jestem. Tylko chyba nie ma potrzeby panoszyc sie z wlasna waznoscia. Zabawne i chore, prymitywne spoleczenstwo swiata. Wciaz zajada sie chwastami i krowim tluszczem. A gdy połakomi sie na swinie i w niej zatopi 32 zeby swoje bezcenne- to juz wazny czlowiek jest.

Urodzilismy sie w nierozwinietym, zalosnym stadium ewolucji ludzkosci. Uczymy sie sztucznych podzialow rzeczy wszelkich, poniewaz tak malo zdolni i wazni jestesmy. Kiedy- jak zapowiedzieli Majowie- nasz swiat przestanie istniec, nic sie nie zmieni, o ile cokolwiek do tej pory istnialo. Sciome ni scire to juz za malo. Nihil sumus, to jedyna logiczna prawda tego swiata.


beli-kali 2011-05-16 22:13:13
skomentuj (0)
let the unspeakable speak

Niech blogoslawiony bedzie wynalazca internetu, jego rozsiewcy i sprzedawcy. Ta skarbnica wiedzy na tematy normalnie niemozliwe do znalezienia w pierwszej lepszej bibliotece to prawdziwy cud. 

Zapragnalem wyczuc strumienie energii przeplywajace przez swiat by zrozumiec wreszcie jego nature, gdyz z siebie- z 'ja'- zrezygnowalem, choc moze nieslusznie. Moj pean nt. internetu dotyczy przejscia od portali czysto lopatologicznych typu onet poprzez wszelkich anarchistow i onrowcow, wreszcie wydostajac sie z pet wiezi ludzkich rzadz chocby ociupinke- do racjonalisty.pl, by w koncu trafic tam, gdzie mozna liznac chocby niepoznanego- na nieznane.pl. 

Moja fascynacja niewytlumaczalnym i niepoznanym bierze sie z buntu przeciwko nieslusznemu ludzkiemu przekonaniu, iz pokora wobec swiata jest niepotrzebna, ze czlowiek jako stworzenie 'wyzsze' badz 'boskie' winno dzialac wg wlasnego uznania wobec natury czy tez bliznich (rownie bzdurnym dla mnie przekonaniem jest iz rozsadne jest przesadne posluszenstwo wladzom- koscielnym czy tez swieckim). Dlugie wieki ludzkiej brutalnosci i ostatni wiek profesjonalnego prania mozgu zablokowaly glos niezaleznych medrcow duchowych, wybrano kilku blizniaczych 'jedynych slusznych', za ktorych teraz jedne osly morduja drugich. Ci medrcy mogli doprowadzic nas- jako indywidua, bo stadnosc ludzka moze nie byc potrzebna- do innej niz obecna, zastraszonej, zamknietej i gluchej swiadomosci. 

W moim malym slodkim pamietniczku chce wiec zapisac, ze postanawiam poznac nieznane, by wreszcie osiagnac wiedze potrzebna mi do zaprzestania walki z wlasna nieswiadomoscia. 

Pozdrawiam! :)


beli-kali 2011-04-07 21:58:27
skomentuj (8)
moje paróweczki
Dorotka
Piotruś
Bachor